100 lat krachów giełdowych

1929. 1987. 2000. 2008. 2020. 2022.
Inne czasy. Inne przyczyny. Inne nagłówki gazet. Ale jedna rzecz pozostaje praktycznie niezmienna: kiedy giełda spada, inwestorzy są przekonani, że tym razem naprawdę wszystko się skończyło. Banki upadają. Firmy bankrutują. Bezrobocie rośnie. Wojny, inflacja, pandemia, bańki spekulacyjne. A ceny akcji lecą w dół. Jeżeli inwestujesz przez 20, 30 czy 40 lat, prawdopodobnie przeżyjesz kilka takich momentów.
Dlatego zamiast zastanawiać się, czy kolejny krach nadejdzie, warto zobaczyć, jak wyglądały poprzednie.

1929 – Wielki Krach

Lata 20. w USA były okresem ogromnego optymizmu. Gospodarka rosła. Pojawiały się samochody, radio i nowe technologie. Amerykanie coraz chętniej kupowali akcje. Problem polegał na tym, że wielu robiło to za pożyczone pieniądze. Rosnące ceny przyciągały kolejnych inwestorów, a kolejni inwestorzy powodowali dalszy wzrost cen. Brzmi znajomo? W październiku 1929 roku zabawa się skończyła. Nastąpiła gwałtowna wyprzedaż. Dow Jones, który we wrześniu 1929 roku znajdował się w okolicach 381 punktów, w lipcu 1932 roku spadł do około 41 punktów. Prawie 90% w dół. Wyobraź sobie: 100 000 zł → 11 000 zł. I teraz spróbuj powiedzieć sobie: „Spokojnie, inwestuję długoterminowo”. To właśnie dlatego patrzenie na historyczne wykresy jest dużo łatwiejsze niż przeżywanie bessy na własnym rachunku.

1987 – Black Monday

Jeden dzień. -20%.
19 października 1987 roku wydarzyło się coś, co do dziś wygląda absurdalnie. Dow Jones spadł w ciągu jednej sesji o ponad 22%. Jeden dzień. Wyobraź sobie, że masz rano 500 000 zł w akcjach. Wieczorem brakuje ponad 100 000 zł. Nie wydarzyła się pandemia. Nie rozpoczęła się wojna światowa. Nie upadł cały system bankowy. Rynek po prostu zaczął gwałtownie spadać, a automatyczne strategie sprzedaży dodatkowo napędziły panikę. Co ciekawe, gospodarcze konsekwencje Black Monday okazały się znacznie mniejsze niż można było przypuszczać, obserwując samą giełdę. To ważna lekcja: giełda i gospodarka to nie dokładnie to samo.

2000 – bańka internetowa

„Internet zmieni wszystko” I wiecie co? To akurat była prawda. Internet rzeczywiście zmienił świat. Problem polegał na tym, że inwestorzy wyciągnęli z tego błędny wniosek: Skoro internet zmieni świat, każda firma internetowa musi być świetną inwestycją. Pod koniec lat 90. wystarczyło czasem dodać „.com” do nazwy firmy, żeby zainteresować inwestorów. Wyceny rosły. Powstawały kolejne startupy. Zyski? Nieważne. Liczył się wzrost. NASDAQ Composite osiągnął szczyt w marcu 2000 roku. Potem rozpoczęła się katastrofa. Do jesieni 2002 roku indeks stracił około 78% wartości. 100 000 zł → około 22 000 zł. Wiele internetowych firm całkowicie zniknęło. Ale internet? Internet rzeczywiście zmienił świat. Amazon przetrwał. Microsoft przetrwał. Apple przetrwało. Później powstały Google, Facebook i kolejne gigantyczne biznesy. Można mieć rację co do przyszłości technologii i jednocześnie kompletnie pomylić się jako inwestor. Cena, którą płacisz, ma znaczenie.

2008 – Globalny Kryzys Finansowy

Przez lata nieruchomości w USA wydawały się niemal pewną inwestycją. Ceny rosły. Banki udzielały coraz większej liczby kredytów hipotecznych. Kredyty były następnie pakowane w skomplikowane instrumenty finansowe i sprzedawane dalej. System działał świetnie. Dopóki ceny nieruchomości rosły. Kiedy zaczęły spadać, konstrukcja zaczęła się rozpadać. 15 września 2008 roku upadł Lehman Brothers. Jeden z największych banków inwestycyjnych świata. Rozpoczęła się prawdziwa panika. S&P 500 od szczytu w 2007 roku do dołka w marcu 2009 roku stracił około 57%. 100 000 zł → 43 000 zł.
Tym razem strach był jednak znacznie większy niż zwykłe: „giełda spada”. Ludzie naprawdę zastanawiali się, czy cały system finansowy przetrwa. Banki przestawały sobie ufać. Firmy traciły dostęp do finansowania. Bezrobocie rosło. Rządy i banki centralne musiały interweniować.
A jednak… rynek się odbudował.

2020 – COVID

Najszybsza panika naszych czasów To wydarzenie wielu z nas już pamięta.
Luty 2020. COVID zaczyna rozprzestrzeniać się poza Chiny. Kolejne kraje wprowadzają lockdowny. Samoloty przestają latać. Restauracje się zamykają. Firmy wysyłają ludzi do domów. Nikt nie wie, jak długo to potrwa. I giełda robi dokładnie to, czego można się spodziewać. Panikuje. S&P 500 spadł o około 34% w nieco ponad miesiąc. To jeden z najszybszych krachów w historii. I wtedy wydarzyło się coś równie zaskakującego. Rynek zaczął rosnąć. Jeszcze zanim pandemia się skończyła. Jeszcze zanim gospodarka wróciła do normalności. Jeszcze zanim zniknęła większość problemów. To kolejna ważna lekcja: giełda nie czeka, aż w wiadomościach znowu będzie dobrze. Rynek próbuje wyceniać przyszłość. Dlatego próba: „Sprzedam teraz i wrócę, kiedy sytuacja się uspokoi” ma jeden ogromny problem. Kiedy sytuacja faktycznie się uspokaja, giełda może być już znacznie wyżej.

2022 – inflacja wraca

Po pandemii wydawało się, że najgorsze mamy za sobą. A potem przyszła inflacja. Banki centralne zaczęły gwałtownie podnosić stopy procentowe. Rosja zaatakowała Ukrainę. Ceny energii eksplodowały. Akcje spadały. Obligacje również spadały. Technologiczny NASDAQ znalazł się w głębokiej bessie. S&P 500 zakończył 2022 rok ze stratą około 19%. Po raz kolejny narracja była inna. Ale zachowanie inwestorów? Bardzo podobne. Strach. Sprzedaż. Przewidywanie kolejnego kryzysu. Pytanie: „Czy to dobry moment, żeby wyjść z giełdy?”

Co łączy wszystkie te kryzysy?

Za każdym razem przyczyna była inna. I właśnie dlatego przewidywanie kolejnego kryzysu jest tak trudne. Następny prawdopodobnie nie będzie wyglądał jak poprzedni. Może być związany z AI. Długiem publicznym. Geopolityką. Bankami. Nieruchomościami. Albo czymś, o czym dzisiaj praktycznie nikt nie mówi. Ale jestem niemal pewien jednej rzeczy. Kolejny kryzys przyjdzie. Nie wiem kiedy. Nie wiem dlaczego. Nie wiem, czy giełda spadnie 20%, 30% czy 50%. I właśnie dlatego mój plan inwestycyjny nie może wymagać ode mnie znajomości odpowiedzi na te pytania.

Nie próbuję przewidzieć następnego kryzysu.
Zakładam, że będzie.
Dlatego:
inwestuję długoterminowo,
jestem zdywersyfikowany,
nie inwestuję pieniędzy, których będę potrzebował za chwilę,
trzymam poduszkę finansową,
regularnie dokładam kapitał,
nie buduję strategii wymagającej przewidywania przyszłości.

Bo przez ostatnie 100 lat inwestorzy przeżyli Wielki Kryzys, II wojnę światową, zimną wojnę, kryzysy naftowe, Black Monday, bańkę internetową, globalny kryzys finansowy, pandemię, inflację i kolejne wojny. A mimo to przedsiębiorstwa nadal tworzyły wartość. Gospodarka nadal się rozwijała. A rynki nadal ustanawiały nowe rekordy.

Najważniejsze pytanie nie brzmi więc: „Kiedy będzie następny krach?” Tylko: „Czy mój plan finansowy jest przygotowany na to, że kiedyś na pewno nadejdzie?” Bo jeśli odpowiedź brzmi „tak”, być może podczas kolejnego kryzysu nie będziesz musiał robić absolutnie nic. A w inwestowaniu nicnierobienie bywa jedną z najtrudniejszych umiejętności.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry