5 książek, które zmieniły moje podejście do pieniędzy

„Bogaty ojciec, biedny ojciec” – Robert Kiyosaki

To prawdopodobnie jedna z najbardziej znanych książek o finansach osobistych.
I jednocześnie jedna z najbardziej kontrowersyjnych. Nie traktowałbym jej jako podręcznika inwestowania i zdecydowanie nie zgadzam się ze wszystkim, co mówi Robert Kiyosaki. Ale jedna idea została ze mną na długo: Nie pracuj całe życie wyłącznie dla pieniędzy. Buduj aktywa, dzięki którym pieniądze zaczną pracować również dla Ciebie.
To ogromna zmiana perspektywy. Większość z nas poznaje od początku życia właściwie jeden model: szkoła → studia → dobra praca → wyższe zarobki → jeszcze więcej pracy. Sam wzrost zarobków oczywiście jest świetny. Problem pojawia się wtedy, kiedy jest jedynym sposobem budowania naszego majątku. Jeżeli przestajesz pracować, przestajesz zarabiać.
Kiyosaki skłonił mnie więc do zadawania sobie innego pytania. Zamiast wyłącznie: „Jak mogę zarabiać więcej?” zacząłem częściej pytać: „Jaką część zarobionych pieniędzy mogę zamienić w aktywa?” Akcje. ETF-y. Obligacje. Nieruchomości. Własny biznes. Nie chodzi o to, żeby inwestować we wszystko. Chodzi o zmianę sposobu myślenia.
Pensja przestaje być wtedy wyłącznie pieniędzmi przeznaczonymi do wydania. Staje się paliwem do budowania majątku.
Lekcja nr 1: Nie buduj tylko dochodu. Buduj aktywa.

„I Will Teach You to Be Rich” – Ramit Sethi

Ta książka zmieniła moje podejście do budżetowania. Bo bardzo często przedstawiane jest jako niekończąca się lista zakazów. Nie kupuj kawy. Nie jedz na mieście. Nie podróżuj. Kupuj najtańsze produkty. Zrezygnuj ze wszystkiego, co nie jest absolutnie konieczne. Odkładaj każdy możliwy grosz. Tylko jaki jest właściwie cel takiego życia? Ramit Sethi proponuje znacznie ciekawsze podejście: wydawaj mniej na rzeczy, które nie są dla Ciebie ważne, żeby móc wydawać więcej na rzeczy, które naprawdę kochasz- jego słynne pytanie „What is your rich life ?” .
To zupełnie inna filozofia. Nie chodzi o maksymalne ograniczanie wydatków. Chodzi o świadome wydawanie pieniędzy. Jeżeli uwielbiasz podróżować — podróżuj. Jeżeli samochody zupełnie Cię nie interesują — być może nie potrzebujesz nowego auta za 100 000 zł. Jeżeli kochasz dobre restauracje — nie bój się zastanawiać w nich pieniędzy na wymarzony deser. Ale może jednocześnie nie potrzebujesz pięciu subskrypcji, których prawie nie używasz. Nie chodzi o to, żeby czuć się źle za każdym razem, kiedy wydajesz pieniądze. Chodzi o to, żeby wiedzieć, na co chcesz je wydawać. Najważniejsze jest jednak coś jeszcze. System. Automatyczne przelewy. Automatyczne inwestowanie. Jasny podział pieniędzy po wypłacie. Im mniej decyzji finansowych musisz podejmować każdego miesiąca, tym łatwiej trzymać się swojego planu. Dobry system finansowy powinien działać również wtedy, kiedy jesteś zajęty, zmęczony albo zwyczajnie nie masz ochoty myśleć o pieniądzach.
Lekcja nr 2: Nie oszczędzaj na wszystkim. Oszczędzaj na tym, co nie ma dla Ciebie znaczenia — i bez wyrzutów sumienia wydawaj na to, co naprawdę cenisz.

„Your Money or Your Life” – Vicki Robin i Joe Dominguez

Ta książka dała mi prawdopodobnie najważniejszą zmianę perspektywy ze wszystkich pięciu. Bo zmienia sposób, w jaki patrzymy na cenę.
Wyobraź sobie, że zarabiasz 50 zł netto za godzinę. Kupujesz coś za 500 zł. Ile to kosztuje? Oczywiście 500 zł. Ale można spojrzeć na to inaczej. Ta rzecz kosztowała Cię 10 godzin życia. A prawdopodobnie nawet więcej. Bo praca to nie tylko czas, który oficjalnie spędzasz w pracy. To również dojazdy. Przygotowanie. Zmęczenie. Czas potrzebny na regenerację. Nagle pytanie: „Czy warto wydać na to 500 zł?” zmienia się w: „Czy ta rzecz jest dla mnie warta 10 godzin mojego życia?” I robi się znacznie ciekawiej. Nie chodzi oczywiście o to, żeby przed każdym espresso wyciągać kalkulator. Chodzi o świadomość, że pieniądze są czymś więcej niż cyframi. Pieniądze reprezentują część naszego czasu i energii poświęconych na ich zdobycie. I właśnie dlatego niezależność finansowa jest dla mnie tak interesująca. Nie dlatego, że pozwala kupować coraz droższe rzeczy. Wręcz przeciwnie. Jej największą wartością jest możliwość odzyskania kontroli nad własnym czasem. Jeżeli moje inwestycje są kiedyś w stanie pokryć rok mojego życia, to nie mam wyłącznie określonej liczby na rachunku inwestycyjnym. Mam możliwość podjęcia decyzji: przez rok nie muszę pracować. I to zupełnie zmienia znaczenie słowa „majątek”.
Lekcja nr 3: Prawdziwa wartość pieniędzy polega na tym, ile wolności mogą Ci dać.

„The 4-Hour Workweek” – Tim Ferriss

Tytuł tej książki jest trochę mylący. Nie chodzi przecież o to, żeby każdy z nas pracował dokładnie cztery godziny tygodniowo. Najważniejsza idea jest według mnie inna: celem nie powinno być samo zarabianie większej ilości pieniędzy. Celem powinno być stworzenie takiego życia, w którym mamy jednocześnie: pieniądze + czas + możliwość decydowania o sobie. Możesz przecież zarabiać ogromne pieniądze. Ale jeżeli pracujesz 80 godzin tygodniowo, nie możesz wziąć wolnego dnia, a telefon służbowy zabierasz nawet na wakacje… to jak bardzo jesteś naprawdę wolny? Ta książka zwróciła moją uwagę na jeszcze jedną rzecz. Nie wszystko musisz robić sam. Część rzeczy można wyeliminować. Część uprościć. Część zautomatyzować. Część delegować. Dotyczy to biznesu i pracy, ale również finansów osobistych. Nie muszę codziennie sprawdzać giełdy. Nie muszę każdego miesiąca podejmować decyzji, czy tym razem powinienem zainwestować. Nie muszę spędzać weekendu na analizowaniu kolejnych spółek. Mogę stworzyć prosty system. Ustawić automatyczne przelewy. Regularnie kupować szeroko zdywersyfikowane aktywa. I zająć się swoim życiem. To prowadzi do pytania, które coraz bardziej lubię zadawać sobie w kontekście pieniędzy: Czy moje finanse zwiększają moją wolność, czy zmuszają mnie do jeszcze większej ilości pracy? Bo większy dom, droższy samochód i coraz wyższe koszty życia mogą wyglądać jak sukces. Ale mogą również sprawić, że będziesz potrzebował coraz większej wypłaty tylko po to, żeby utrzymać swój obecny styl życia
Lekcja nr 4: Nie optymalizuj życia wyłącznie pod kątem pieniędzy. Optymalizuj je również pod kątem czasu i wolności.

„The Psychology of Money” – Morgan Housel

Możesz przeczytać wszystkie książki o inwestowaniu. Możesz wiedzieć, czym jest ETF. Możesz znać historyczne stopy zwrotu giełdy. Możesz rozumieć procent składany. A mimo wszystko możesz być fatalnym inwestorem. Dlaczego? Bo finanse osobiste nie są wyłącznie problemem matematycznym. Są problemem behawioralnym. I właśnie to najbardziej zostało ze mną po przeczytaniu „The Psychology of Money”. Sukces finansowy nie zależy tylko od tego, co wiesz. Ogromne znaczenie ma to, jak się zachowujesz. Czy potrafisz inwestować, kiedy wszyscy wokół panikują? Czy wytrzymasz duży spadek portfela bez sprzedawania wszystkiego? Czy kiedy zaczniesz więcej zarabiać, automatycznie zaczniesz więcej wydawać? Czy będziesz próbował szybko się wzbogacić? Czy może pozwolisz procentowi składanemu spokojnie działać przez kolejne 20 czy 30 lat? To są pytania, których nie rozwiąże żaden arkusz Excela.
Bogactwo jest tym, czego nie widać To kolejna idea Housela, która szczególnie do mnie trafia. Kiedy widzisz kogoś w samochodzie za 500 000 zł, wiesz tylko jedno: ktoś wydał dużo pieniędzy na samochód. Nie wiesz, ile ma na koncie. Nie wiesz, jaki ma portfel inwestycyjny. Nie wiesz, czy samochód jest jego. Nie wiesz, ile ma długu. Prawdziwy majątek jest często niewidoczny. To pieniądze, których nie wydałeś. Akcje, których nie sprzedałeś. ETF-y spokojnie leżące na rachunku inwestycyjnym. Poduszka finansowa dająca Ci bezpieczeństwo. Kapitał, który przez kolejne lata może dla Ciebie pracować. Paradoksalnie więc jednym z największych symboli bogactwa może być coś, czego nikt poza Tobą nie widzi.
Lekcja nr 5: W finansach nie musisz być geniuszem. Potrzebujesz rozsądnego systemu, cierpliwości i czasu.

Ten artykuł ma charakter edukacyjny i przedstawia moje osobiste przemyślenia. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani indywidualnej porady finansowej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry